|
W wigilijną noc zdarzyć się mogą najdziwniejsze nawet historie. Opowiem Wam jedną z nich. Na choince, takiej jakich wiele, wisiały kolorowe świecidełka. Obok różnokształtnych pierników i orzechów huśtał się prześliczny Aniołek i mały, śmieszny Diablik. Aniołek uśmiechał się do wszystkich, a jego skrzydła świeciły niczym robaczki świętojańskie zaś diablik miał zawadiacką minę, żółty kubraczek i ogonek, który ciągle mu się o coś zaczepiał. Diablątko było nad wyraz spokojne i okropnie się nudziło. Dopiero wieczorem, gdy zegar wybił dwunastą, zeskoczyło z choinki i dalejże hasać po całym domu. Aniołek, który miał pilnować porządku, natychmiast pofrunął za nim. - Dokąd to? - zapytał. - Tam, gdzie dużo weselej niż tu! - odparł zuchwale Diablik i natychmiast ruszył do kuchni. Tam, na parapecie, jak gdyby nigdy nic, spał sobie kot Wincenty. Jak tylko Diablik go zobaczył, natychmiast postanowił spłatać mu jakiegoś psikusa. Pewnie wszyscy dobrze o tym wiecie, że koty nie przepadają za psami. Diablik też o tym wiedział! Przytaszczył więc z pokoju obok zdjęcie jakiegoś psa, i mimo tego, że Aniołek prosił go, aby tego nie robił, postawił je tuż na wprost Wincentego. Potem ukrył się w koszyku i, naśladując najprawdziwszego psa, dwa razy głośno zaszczekał. Kot, zobaczywszy tuż przed swym nosem psa, najpierw miauknął przerażony, potem wyskoczył w górę i spadł, co prawda na cztery łapy, ale za to prosto na doniczkę z ogromnym kaktusem. - Rany kota! Mam pełno kolców w ogonie - zawołał Wincenty. Aniołek, najpierw nakrzyczał na Diablika, który, rzecz jasna, wcale się tym nie przejął, a dopiero potem pomógł Wincentemu w wyciąganiu kolców. Tymczasem Diablik nie próżnował i wymyślił nową psotę. Podbiegł do stojącego na kominie zegara i przesunął na nim wskazówki. Później to samo zrobił na pozostałych zegarach tak, by każdy z nich wskazywał inną godzinę. Podskakując z wielkiej radości, tak tylko powtarzał: - Hi, hi. Ale zabawa! Nikt w domu nie będzie wiedział, która jest godzina. Aniołek, zajęty wyciąganiem kolców z kociego ogona, wcale tego nie zauważył. Widząc zaś, że Diablątko spokojnie sobie siedzi obok dziadkowego zegara, powiedział tylko: - Coś ty zrobił, temu biednemu kotu? Że też ja muszę cię dziś pilnować! - westchnął. - Idź natychmiast na swe miejsce, bo jak nie top wszystko opowiem twojej babce. Diablik nic na to nie odpowiedział, podniósł się i, mrucząc coś pod nosem, poszedł w kierunku choinki. Dopiero gdy był kilka kroków od niej, jednym susem wskoczył na schody i pognał na górę. Aniołek, rzecz jasna, za nim. - Dokąd biegniesz? Jeszcze się potłuczesz! - zawołał znękanym głosem Aniołek . Diablik, jak to Diablik, zachichotał tylko i wpadł na strych, gdzie właśnie suszyło się ubranie. Tam, biegał i skakał i hasał, i to związywał koszulom rękawy, to plątał spodniom nogawki, to wiązał supły na obrusach. Aniołek dwoił się i troił, by naprawić te szkody. I nawet mu się to udawało do chwili, gdy Diablik zobaczył stojącą przy ścianie węglarkę. Co prawda była pusta, ale na dnie zostało trochę węglowego pyłu. Diablątko tylko na to czekało. Utaplało łapki w czarnym proszku i podbiegło do jednego z prześcieradeł. - Ale będą pieczątki! - Ciekawe ile się zmieści? Tuzin czy może więcej? Aniołek aż zaniemówił z przerażenia. Podfrunął do Diablątka i nuż go prosić, przekonywać. Diablątko, oczywiście, nie posłuchało i właśnie wtedy przyszedł Aniołkowi do głowy pewien pomysł. - O chyba coś się piecze?- rzekł a wiedział o tym, że z Diablika jest wielki łasuch. - Sądząc po zapachu, to placek ze śliwkami - dodał z niewinnym uśmiechem. Diablątko, słysząc słowo placek, natychmiast zapomniało o całym bożym świecie i pognało wprost do kuchni. Tam, chichocząc podbiegło do kuchenki, otworzyło drzwiczki piernika i zajrzało do środka. Na to tylko czekał Aniołek! Gdy Diablik wlazł do piekarnika cały, zamknął drzwiczki i ani myślał ich otwierać, choć Diablik prosił i obiecywał, że będzie grzeczny i nie wymyśli już żadnej psoty. Nic z tego. Drzwiczki piekarnika ciągle były zamknięte, a Aniołek, w najlepsze, uciął sobie pogawędkę z Wincentym. Dopiero, gdy nastał świt, drzwiczki piekarnika same się otworzyły, a nasi szklani bohaterowie wrócili na choinkę. Zajęli miejsca po obu stronach gałązki i pewnie huśtają się tam do dziś. Jedynym śladem jaki po nich pozostał, był odcisk czarnej łapki na drzwiczkach piekarnika. Jeśli mi nie wierzycie, sami możecie to sprawdzić. |
|
Wigilijna opowieść |


|
Bajkę zilustrowała autorka |

|
Spis bajek |

|
Strona Główna |